RSS
niedziela, 04 grudnia 2011
Święty Mikołaju!

Drogi Święty Mikołaju!


Mam 33 lata, w styczniu skończę 34. Jestem już dużym chłopcem, chodź wciąż na garnuszku Mamy i Taty. Jako dorosły facet chciałbym móc czasem przyjść do Rodziców, do Babci, do Siostry czy nawet do kogoś obcego z drogim prezentem, z voucherem do SPA, z kluczykami do nowego auta, z grubą kopertą wypchaną kapuchą. Tymczasem wciąż to ja zamiast pomagać, wciąż proszę o pomoc.

Być może, Święty Mikołaju, jestem najstarszym z tych, kórzy wciąż wierzą w Ciebie i proszą Cię o wsparcie i pomoc. Sam jestem kulawym Twym pomocnikiem. Cóż mam, czego bym nie otrzymał?

Przez wszystkie lata, które się znamy, prosiłem Cię o drobiazgi mniejsze czy większe. Pamiętam doskonale emocje, jakie towarzyszyły Twoim nocnym wizytom w noce z 5 na 6 grudnia. Nie mogłem spać, cały aż drżałem z podniecenia - przyjdzie Święty Mikołaj! Nigdy mnie nie zawiodłeś.

Gdy zacząłem chodzić po górach, stałeś się dla mnie jeszcze ważniejszy. Jesteś przecież patronem Beskidu Niskiego, a właściwie całej Łemkowszczyzny. Pokochałem te strony, odpoczywam tam, regeneruję siły, resetuję się. A gdzie się nie ruszę, tam wita mnie Twoje oblicze. I Twoja muzyka - pieśni Orkiestry pod Twoim wezwaniem.

Wreszcie urodził się Dzik. Wiadomo było, że jest tylko jeden patron, któremu możemy go powierzyć - Ty. I tak Dzik stał się Mikołajem, nasz Pierworodny przyjął Twoje imię. I Tobie oddaliśmy go pod opiekę.

A dziś, w wieczór poprzedzający Twą doroczną wizytę, mały Mikołaj jest sam. W szpitalu dziecięcym na Langiewicza. No może nie sam - bo z Mamą. No ale beze mnie. Może to więc ja jestem sam, bez Niego...

Przydź Święty Mikołaju! Przyjdź i przytul mocno, małego Mikołajka! Mocniej! Niech wie, że nie musi się niczego bać. Że jesteś Ty, najlepszy ze wszystkich świętych! Ukochany przez wszystkie dzieci. Uściskaj go mocno i powiedz mu, że go kocham, że czekam na niego w domu razem z Frankiem, że nic mu nie grozi - jest pod dobrą opieką. I że to potrwa tylko kilka dni... Ja sam mu to powiem, ale Tobie pewnie prędzej uwierzy.

I nic innego nie chcę, Święty Mikołaju, tylko żeby szybko wrócił do domu, zdrowy, wesoły, mądry, dobry. 


Ściskam Cię!


Tomek

23:11, tomasz_wojtys
Link Komentarze (3) »
wtorek, 10 maja 2011
Spóźnialski

Spóźnianie się to brzydka przypadłość. A ja spóźniam się regularnie. Spóźniam się grupowo i indywidualnie, delikatnie i grubo, notorycznie i... notorycznie. Zawsze i wszędzie. A fe!


I wtedy nie było inaczej. Niby był powód, ale... zawsze jest jakiś powód. Spóźniam się, bo żona nie wyszykowana, bo dzieci marudziły, bo zegarek źle pokazywał. 


Wtedy też był powód. W sumie - wina żony. Bo kto by jej tam wierzyć. Wiesz, jak to jest. Żona zawsze coś tam kręci, coś jej się wydaje, coś ściemni, ze wszystkim przesadza.


"Coś mam jakby skurcze" - mówiła, gdy wychodziliśmy z Mikim ze szpitala. "OK, jakby coś - daj znać". I dała. Byliśmy już w połowie drogi, gdy Justyna zadzwoniła, że zabierają ją na salę. A ja z młodym już prawie w Świdniku :-)

W tył zwrot, telefon do Lachowiczów - zostawiam im pod opieką Mikołaja. Zgarniam od nich aparat - swojego przecież nie miałem pod ręką.


W szpitalu cisza, Justyny nigdzie nie ma, lekarzy też nie ma. Tylko w pokoiku z wagą leży niemal nieme dziecko, sine i pomarszczone. Jak można tak zostawić dziecko? Samo? Bez rodziców? 

Robię malutkiemu zdjęcie. Fajna, fotogeniczna buzia. Ciekawe jak wyglądać będzie Franek.


Wywożą Justynę po operacji. A gdzie dziecko? Tutaj? Ten fioletowy gość, sam w sali to ON?!


* * *

Franiu, jeśli kiedyś, za kilka lat, będziesz czytał te wspomnienie, nie bądź zły na tatę. Że się spóźnił, że nie poznał od razu. Bo Twoje narodziny tak wiele zmieniły w moim życiu, życiu naszej rodziny. Jesteś aniołem, danym nam przez Najwyższego. Kocham Cię! 

00:57, tomasz_wojtys
Link Komentarze (6) »
niedziela, 30 stycznia 2011
Nowe reguły gry

Chyba każdy piszący bloga zderzył się nie raz z sytuacją: spotyka znajomego, niewidzianego od tygodni/miesięcy/lat, który mówi: "wiem co u was - odwiedzam waszego bloga". Wkurzające? Raz, drugi usłyszysz coś takiego, i nie chce ci się ani więcej gadać, ani tym bardziej pisać.  

20:29, tomasz_wojtys
Link Komentarze (15) »
wtorek, 09 listopada 2010
puk puk

edit

00:11, tomasz_wojtys
Link Komentarze (9) »
czwartek, 16 września 2010
5 lat

Już 5 lat minęło, jak odeszła od nas Ewcia.

Segregowałem ostatnio zdjęcia, przypętał się Mikołaj i oglądaliśmy razem fotki z czasu, jak był jeszcze taki malutki...

Jest takie zdjęcie, które już chyba zawsze będzie mi się z Eweliną kojarzyć - siedzi sobie u nas w domu w Świdniku, z pieluszką tetrową na ramieniu i z malutkim Mikołajem na rękach.

To było nasze ostatnie spotkanie. Taką ją zapamiętałem.

* * *

Stara strona Ewci znajduje się pod nowym adresem: http://zgstl.kei.pl/www/ewcia/ Pod starym adresem można za to znaleźć NATURALIZM Z PROZIE MŁODEJ POLSKI

poniedziałek, 05 lipca 2010
alive

Wróciliśmy. Było super :-)

18:34, minijusia
Link Komentarze (6) »
środa, 30 czerwca 2010
festiwal czas zacząć

Wypatrujcie nas w relacjach z Opener'a w Gdyni :) Od jutra do niedzieli.

Peace & love! 

22:28, minijusia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 czerwca 2010
wstępny koniec poczucia tymczasowości

Mamy wieczór 20 czerwca 2010, za nami I tura wyborów prezydenckich, co stanowi zgrabną paralelę z wpisem poniżej i jest przejściem od niewygodnego tematu dlaczego tak długo kazaliśmy czekać na nowy wpis.

Złożyło się na to wiele nieprzewidzianych sytuacji, do których w zasadzie powinniśmy byli już przywyknąć, ale jednak niezmiennie życie jest w stanie nas zadziwić. Jak na przykład zadziwiło nas to, że Tomka Rodzice spadli z dachu. No, to oczywiście wstępna prawda, ale piorunująca, prawda?

Z dachu na ranczu nadnidziańskim w zasadzie spadł Tata, w zasadzie nic Mu się nie stało, ale spadając postanowił zabrać drabinę i razem wespół wycelować w Mamę, która tę drabinę trzymała. W efekcie Mama ma złamaną prawą rękę w bardzo paskudny sposób, zwolnienie na 2 miesiące i zakaz nadwerężania, a my (już) mamy kolejną anegdotę rodzinną, która pewnie będzie mniej boleć, jak ręka odzyska dawną sprawność.

No ale nie o zadziwieniach miało być, a przynajmniej nie do końca.

 Jednakowoż zadziwiła nas jeszcze bowiem bezczelność Banku Pekao S.A, a w zasadzie jego pracowników w oddziale lubelskim.
Mimo wszystko byliśmy już niemal pewni, że nas nie zadziwią, ale darowano nam kolejne 3 miesiące życia w nerwach, w wiecznej tułaczce oraz nerwowych rozmowach ze sobą oraz Bliskimi, którzy życzliwie wspomogli nas na finiszu prac remontowo-budowlanych, wyczekując rychłego zwrotu zgodnego z obietnicą daną przez nas, a nam przez rzeczony tfu! bank.

Nauczyliśmy się zatem ponownie nieufności do instytucji tego typu, odżałowaliśmy, że nie chciało nam się uczyć na notariusza albo ginekologa i postanowiliśmy raz na zawsze zerwać tę toksyczną znajomość. Właśnie jesteśmy w trakcie rozwodu, trochę zniesmaczeni, trochę przestraszeni, no ale w końcu kto jak nie my?

Tę prostą prawdę powtarzamy sobie codzień wypatrując klientów w sklepie, do którego jeszcze wielu nie dotarło, ale jak mieli dotrzeć, skoro sklep musiałam zamykać wtedy, gdy normalnie ludzie mogą do owego sklepu chcieć przyjść...

  Ale widać koniec tego wariactwa, naprawdę. Musi być widać, musi być widać!

Najważniejsze jest to, że od 7 kwietnia mieszkamy u siebie, jest nam tu błogo i za nic się stąd nie ruszę. A szafki zrobione przez mojego męża z pudeł na pomarańcze są chyba najpiękniejszymi meblami jakie w życiu widziałam.

No i Franka przyjęli do publicznego przedszkola, a Miki wystartuje od września w zerówce, mamy perłę export w sklepiku w bloku, a do mojego brata i mamy mogę wpaść w ciągu 20 minut... Bezcenne :) 

23:15, minijusia
Link Komentarze (7) »
sobota, 10 kwietnia 2010
CZEŚĆ ICH PAMIĘCI

DLA TYCH, KTÓRZY U NAS SZUKAJĄ INFORMACJI - NIE BYŁO TAM BRZEZIKA ANI KONRADA. SĄ CALI I ZDROWI ZE SWOIMI RODZINAMI

12:02, tomasz_wojtys
Link Komentarze (6) »
niedziela, 04 kwietnia 2010
Alleluja i do przodu!

Chcecie wierzcie, chcecie nie wierzcie, ale wczoraj miałam wpisik gotowy. Długi, centkowany, kręty jak wąż boa. Nie chciała mi się tylko wgrać fotka. Raz, drugi, trzeci, wreszcie odświeżyłam stronę... No stara, a głupia, jak słowo daję... Fakt zniknięcia wpisu na dobre mnie rozzłościł i zaniechałam dalszych prób. Zresztą głupio wstawiać samą fotkę...

A chciałam napisać, że już prawie jesteśmy u siebie. Tzn. już byliśmy w ogródku, już witaliśmy się z gąską, już zostało tylko w meblach poukładać, kiedy to pochorował nam się Mikołaj. W związku z tym plany przeprowadzkowe odsunęły się znowu o kilka dni, ku nieskrywanej uciesze Rodziców, którzy wprost nie wyobrażali sobie Świąt bez nas śpiących na materacu w dużym pokoju :)

Zimę przeżyliśmy po równo 2 miesiące u jednej i 2 u drugiej Mamy. To była bardzo długa zima. Zima stulecia. Okupiłam ją niezagojonymi ranami na psychice i jeśli ktoś czuje się urażony brakiem kontaktu z mojej strony, to niczym Miro D. przepraszam, kocham i pozdrawiam. Jakoś mój stan nie sprzyjał wzmożonym kontaktom. Ale już jestem w ogródku, już witam się z gąską...

Równolegle do przeprowadzki przebiegają prace nad otwarciem sklepiku nie tylko w internecie. Już jesteśmy w ogródku, już witamy się gąską... Ale zaprosić możemy - Planty 12 :)

Zobaczcie, osądźcie, działajcie :)

To w zasadzie tyle, co wczoraj napisałam, może forma była trochę inna, ale treść ta sama. Dzisiaj mogę za to zupełnie głośno potwierdzić - Jezus żyje i my jesteśmy tego świadkami. Wesołych Świąt i udanego polowania na gąskę życzę Wam i nam! :)

01:07, minijusia
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14